Euroterminal w Sławkowie otrzymał wsparcie - pb.pl
 Oceń wpis
   

Euroterminal w Sławkowie dostał publiczne środki na kolejny etap inwestycji

Rozbudowywany łącznym kosztem ok. 100 mln zł Euroterminal w Sławkowie (Śląskie), gdzie kończy się wiodący ze Wschodu szeroki tor kolejowy, otrzymał w poniedziałek 10 mln zł wsparcia z budżetu na dalsze inwestycje.

" Ministerstwo Infrastruktury podpisało dziś umowę o dofinansowanie, zgodnie którą przekazane będzie 2,9 mln zł z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i 7,1 mln zł z rezerwy celowej budżetu państwa" - powiedział PAP Adam Bednarz z Centrali Zaopatrzenia Hutnictwa (CZH), do której należy terminal.

Pierwsze środki budżetowe będą uruchomione od lipca tego roku i wspomogą budowę kolejnego magazynu (o powierzchni 5 tys. m kw.) wraz z infrastrukturą techniczną. Całość ma kosztować 36,5 mln zł. W ubiegłym roku powstał już jeden nowy magazyn.

Na początku kwietnia rozstrzygnięto też przetarg na rozbudowę płyty do przeładunku kontenerów z infrastrukturą techniczną dla 40- tonowej suwnicy. Powstanie też ok. 7 km torów szeroko- i normalnotorowych. Łączny koszt tej inwestycji to 28 mln zł. Wszystkie prace mają zakończyć się przed końcem tego roku.

"Całkowita wartość przyznanej pomocy publicznej dla przedsięwzięcia wynosi 32,6 mln zł, co stanowi około jedną trzecią wszystkich nakładów inwestycyjnych" - powiedział Bednarz. Wcześniej CZH dostała na inwestycje w Sławkowie 22,6 mln zł z budżetu i środków UE.

Inwestycje to odpowiedź na rosnące zainteresowanie Euroterminalem, który spodziewa się w tym roku rekordowych obrotów. Do końca maja przeładowano tam więcej kontenerów (25 tys.) niż w całym zeszłym roku (23 tys.).

Z końcem tego roku, po zakończeniu inwestycji, zdolność przeładunkowa terminalu przekroczy 120 tys. kontenerów. Trwają rozmowy z kolejnymi zagranicznymi kontrahentami.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, jeszcze w tym roku Euroterminal po raz pierwszy ma przyjąć pociąg kontenerowy z Chin. Z czasem ma on mieć stały rozkład jazdy - do przewiezienia jest potencjalnie ok. 4,5 tys. kontenerów miesięcznie. Trasa pociągu będzie biegła przez Chiny, Kazachstan, Rosję i Ukrainę tzw. Nowym Jedwabnym Szlakiem. (PAP)

http://www.pb.pl/

Komentarze (0)
Chiny. Firma LPP stawia na sprawdzonego partnera - rp.pl
 Oceń wpis
   
 
Piotr Mazurkiewicz 23-06-2008,

Największa polska firma odzieżowa, która od kilkunastu lat zleca produkcję w Chinach, nie zamierza zmieniać miejsca powstawania towarów.

Dzisiaj około 70 proc. wyrobów sygnowanych markami należącymi do LPP – Reserved, Cropp, Henderson, Esotique czy Re-Kids powstaje w Azji, z czego najwięcej w Państwie Środka. – Od kiedy w 1994 r. zaczęliśmy promować nasze marki, od razu zaczęliśmy zlecać produkcję do Chin. Wcześniej jak setki innych importerów kupowaliśmy tam z magazynów gotowy towar i sprowadzaliśmy do Polski – mówi Dariusz Pachla, wiceprezes LPP.

Stopniowo lista dostawców, w miarę jak firma rosła i wprowadzała kolejne marki, też się powiększała. Dzisiaj LPP pracuje ze 150 – 200 dostawcami na tamtym rynku. – Cena oczywiście ma znaczenie, choć taniej jest choćby w Bangladeszu. Chiny dają najlepszą relację ceny do jakości i dobrej organizacji produkcji, dlatego nie ma się co dziwić, że w zasadzie branża odzieżowa z całego świata tam szyje – dodaje Pachla.

LPP od 1996 r. ma w Szanghaju własne biuro, w którym pracuje kilkudziesięciu kontrolerów i kupców także z Polski, którzy na bieżąco i na różnych etapach sprawdzają jakość odzieży. Oczywiście firma nie rezygnuje z produkcji także w Polsce – choć z powodu np. kosztów pracy w porównaniu z Azją skala jest znacznie mniejsza.

W Polsce wciąż rośnie popyt i sprzedaż. Pozwala to firmom produkującym np. ubrania zwiększać przychody i zyski.
Komentarze (0)
Chiny. Popyt na towary nie spada - rp.pl
 Oceń wpis
   

Chiny. Popyt na towary nie spada - rp.pl

Piotr Mazurkiewicz 23-06-2008,

Zlecanie produkcji w Chinach wciąż popularne. Polskie firmy muszą jednak regularnie kontrolować jakość wyrobów

Chińskie Centrum Handlu Hurtowego w Wólce Kossowskiej niedaleko Warszawy rozrasta się w imponującym tempie. Zaczęło się kilkanaście lat temu od kilku budek, głównie z ubraniami. Dziś są to już cztery hale o powierzchni 40 tys. mkw. Niedaleko stanął też podobny obiekt postawiony przez firmę wietnamską, który ma 65 tys. mkw.

Choć kossowskie hale uważane są za istne zagłębie podrabianych towarów i sprzedaży prowadzonej bez faktur, to ubiegłoroczne wpływy tylko z tytułu podatku od nieruchomości przyniosły gminie Lesznowola 2,2 mln zł. Działa tam już 600 – 700 firm.

Z jednej strony rzeczywiście są tam oferowane podrabiane ubrania znanych marek, ale dla wielu mniej zarabiających osób towary produkowane w Chinach są szansą na zakup tańszej odzieży. – Chiny są niemal bezkonkurencyjne, jeśli chodzi o syntetyki. Może z nimi konkurować tylko produkcja z Wietnamu czy Malezji – mówi Mariusz Gnych, członek zarządu spółki NG2 sprzedającej obuwie pod markami CCC, Boti czy Quazi. – Jeśli jednak chodzi o wyroby ze skóry, to sytuacja wygląda już inaczej i dlatego coraz bardziej stawiamy na Indie czy Brazylię, gdzie jakość jest wyższa – dodaje.

Od wielu lat chińska produkcja przestała być domeną straganów. Zaopatrują się w nią także sieci sklepów, w tym niektóre hipermarkety. – Postawiliśmy na własne marki odzieżowe Cherokee oraz Florence & Fred, produkowane oczywiście głównie w Chinach, sprowadzane przez naszą centralę zakupową, co daje jeszcze większą kontrolę nad jakością – mówi Przemysław Skory z Tesco.

Produkcja w Chinach, choć tania, ostatnio jest jednak na cenzurowanym. W sezonie zakupów przedświątecznych niemal co kilka dni pojawiały się informacje o szkodliwym dla zdrowia składzie np. kosmetyków czy zabawek produkowanych w Chinach. Dlatego przed firmami pracującymi z chińskimi podwykonawcami stoi nowe wyzwanie. – Nie mamy takiego problemu. Nasi pracownicy regularnie jeżdżą do Chin sprawdzać jakość, czasami korzystamy też z usług firm zewnętrznych i jak dotąd kłopotów z tym nie mamy – mówi Grzegorz Koterwa, członek zarządu spółki Artman, właściciela marki House. Wiele znanych polskich marek nie odniosłoby pewnie w kraju takiego sukcesu, gdyby nie miały możliwości produkcji części swoich wyrobów w Chinach. Z jednej strony daje im to masową produkcję, z drugiej – klienci mogą liczyć na niższe ceny. Dziś zlecanie produkcji w Chinach ciągle jest popularne. W tym kraju nadal większość transakcji rozliczana jest w amerykańskim dolarze, co przy jego osłabianiu się wobec złotego daje możliwości dodatkowego zysku. Polskie firmy przyznają jednocześnie, że Chińczycy starają się też podnosić ceny, aby ich produkcja była opłacalna. Nadal jednak z powodu bardzo niskich kosztów pracy są bardzo konkurencyjni.

Chińska produkcja ma jeszcze jedno automatyczne skojarzenie – podróbki. Choć wymiana między naszymi krajami rośnie, to nie ma co ukrywać, że właśnie z Azji płynie do nas istna rzeka fałszywek – nie tylko odzieży i obuwia, ale także zegarków czy sprzętu elektronicznego, choć w tym ostatnim przypadku spadek cen towarów oryginalnych nieco to zjawisko ograniczył.

40 tys. mkw.

powierzchni mają hale, w których głównie chińskie firmy sprzedają produkty na polski rynek

Komentarze (0)
Chiny. Na pewno trudny, ale opłacalny rynek - rp.pl
 Oceń wpis
   

Chiny. Na pewno trudny, ale opłacalny rynek - rp.pl

Agnieszka Stefańska, Piotr Mazurkiewicz 23-06-2008,

W 2050 roku dochód chin ma przekroczyć poziom, jaki w tym czasie osiągną stany zjednoczone. Polskich przedsiębiorców, którzy zechcą z tego boomu skorzystać, czekają długie procedury związane z założeniem firmy na miejscu

– Rozpoczęcie działalności gospodarczej w Chinach nie jest łatwe, ale w dłuższej perspektywie opłacalne – zapewnia Andrzej Bolesta, szef wydziału ekonomicznego polskiej ambasady w Pekinie.

Wśród głównych przeszkód są skomplikowana procedura administracyjna i sprzeczne przepisy – krajowe różnią się od tych obowiązujących w poszczególnych regionach. – One nie muszą mieć zgody Pekinu na inwestycje poniżej 100 mln dolarów – wyjaśnia Bolesta. Jak dodaje, to właśnie na mniejszych miastach, w których mieszka kilka milionów ludzi, powinna się skupić uwaga polskich przedsiębiorców. – W regionach centralnych i zachodnich Chin, tam gdzie nie ma jeszcze zbyt dużo inwestycji zagranicznych, można uzyskać ulgi podatkowe lub okresowe zwolnienia – dodaje.

Na przychylność chińskich władz mogą liczyć również ci przedsiębiorcy, którzy wraz z produkcją przynoszą do Państwa Środka nową myśl techniczną. Na razie korzystają na tym Niemcy, których koncerny samochodowe umiejscowiły się właśnie w Chinach.

Jak twierdzą polscy dyplomaci, sporo trudności naszym biznesmenom przysparzają różnice kulturowe i językowe. A o tłumaczy polskiego w Chinach trudno. – Kiedy pięć lat temu kończyłem polonistykę, nie mogłem znaleźć pracy, teraz ciągle mam nowe propozycje – mówi Chińczyk po polonistyce i prywatny przedsiębiorca.

Sposobem na zaistnienie na chińskim rynku jest założenie własnego przedstawicielstwa albo spółki joint venture z chińskim partnerem. – Ostatni sposób jest ryzykowny. Trzeba wkalkulować ryzyko nieuczciwości – przyznaje Bolesta.

Przedsiębiorcę, który znajdzie tłumacza, potem niszę na chińskim rynku, założy firmę po przejściu skomplikowanych procedur podatkowych i administracyjnych, czeka jeszcze jedno wyzwanie. Musi się uzbroić w cierpliwość podczas zakładania konta bankowego. – Trwało to trzy miesiące. Kolejne dwa czekaliśmy na kartę płatniczą – mówi jeden z polskich przedsiębiorców działających w Chinach.

Po wszystkim można zacząć biznes. Należy jednak ostrożnie wybierać cel inwestycji. – Nie zapominajmy, że to komunistyczny kraj z protekcjonistycznym podejściem – mówi nieoficjalnie jeden z polskich polityków w Pekinie. Od czego należy trzymać się z daleka? Na pewno od sektora energetycznego, transportu węgla czy gazu ziemnego. Nie warto myśleć o imporcie produktów rolno-spożywczych.

Od 1989 roku Polska zostawiła w Chinach zaledwie 130 mln euro. Polskich przedsiębiorców inwestujących w Chinach jest niewielu. Najbardziej widoczni to Jaan Glaas, producent szyb do samochodów, oraz Ryszard Krauze, który pod Kantonem wybudował fabrykę penicyliny.

Z polskiego kredytu rządowego w Chinach powstają trzy oczyszczalnie ścieków. Swoje nisze znaleźli też drobni przedsiębiorcy, którzy sprowadzają z Chin towar. W samym Pekinie jest ok. 400 osób stale handlujących z Polakami.

Według prognoz w 2050 roku dochód Chin ma trzykrotnie przekroczyć ten wypracowany przez Stany Zjednoczone. – Nasz eksport do Chin w 2007 roku wyniósł 1,1 mld dol. Z tego towary za niewiele ponad 400 mln zł wysłały do Państwa Środka prywatne przedsiębiorstwa – podaje Janusz Tatera, polski konsul w Pekinie. Jednak samodzielnie Polska nie jest dla Chin partnerem, jakim jest już jako część Unii Europejskiej. Import zamknął się kwotą ok. 6 mld zł według władz chińskich – dodaje Tatera. Polskie szacują go nawet na 3 mld dol. więcej. – Naszym głównym towarem eksportowym jest miedź i maszyny górnicze – mówi Andrzej Bolesta. – Sprowadzamy wszystko, od sprzętu AGD przez odzież i galanterię po towary rolno-spożywcze – dodaje.

W eksporcie dominuje miedź

Nasz kraj jest największym partnerem gospodarczym Chin w Europie Środkowej pod względem obrotów i importu, a drugim po Węgrzech, uwzględniając eksport do Chin. Do Polski trafia nie tylko odzież czy obuwie, ale zwłaszcza sprzęt elektroniczny, a prawie połowa importu to przemysł elektromaszynowy. Polski eksport do Chin stanowi 16,7 proc. całego eksportu do Azji, ale tylko 0,72 proc. eksportu z Polski ogółem. Z kolei import z Chin stanowi 42,6 proc. importu z Azji oraz 7,2 proc. całkowitego importu do Polski. Chiny są naszym drugim po Turcji rynkiem eksportowym do Azji. W polskim eksporcie do Chin największy udział mają: przemysł metalurgiczny, zwłaszcza miedź, oraz wyroby przemysłu elektromaszynowego i chemicznego – stanowią prawie 90 proc.

pm

Chińska gospodarka jest jedną z najszybciej rozwijających się na świecie. Polska, w przeciwieństwie do Niemiec czy USA, jak na razie korzysta na tym w ograniczonym zakresie.
Komentarze (0)
Chiny. Najważniejsze dane - rp.pl
 Oceń wpis
   

Najważniejsze dane - Chiny

Agnieszka Stefańska 23-06-2008

Wizy

Za indywidualną wizę wjazdową zapłacimy 220 zł, w przypadku grupowej koszt wynosi 180 zł od osoby. Trzeba jednak na dokument trochę poczekać. Jeśli chcemy mieć wizę następnego dnia po złożeniu dokumentów, dodatkowy koszt wynosi 50 zł. Wydanie wizy tego samego dnia to koszt dodatkowych 100 zł.

więcej informacji:

www.chinaembassy.org.pl

Jak dotrzeć

Z Polski najłatwiej i najtaniej można dolecieć do Chin liniami Lufthansa (połączenia do prawie 20 miast), Finnair, Austrian i Swiss, a supertanio (przez Budapeszt) Hainan Airlines. Ceny od ok. 2 tys. zł, ale najlepiej sprawdzić na:

www.lufthansa.com, www.finnair.com, www.aua.com, www.swiss.com i www.hnair.com

Kontakty

Wszystkie najważniejsze informacje są dostępne na stronie: www.pekin.polemb.net.

W Kantonie,Szanghaju i Hongkongu są również polskie konsulaty.

Informacje

Ciekawy blog: BiznesAzja.pl

Ceny

Tanie są taksówki w miastach – około połowy cen polskich. Ale trzeba uważać na nieuczciwych taksówkarzy.

Tanie i czyste są pociągi, tyle że trzeba na podróż wybierać terminy dość oddalone od chińskich świąt, bo wtedy nie ma co marzyć, żeby wsiąść do wagonu.

Jest za to szansa na okazyjne zakupy i można się spokojnie targować. Są tam piękne i tanie kamienie półszlachetne, dzianiny z kaszmiru (i tak to, co kupujemy w Europie i USA, pochodzi z Chin), jedwab. Uwaga na podróbki! Każdego Bossa czy Chanel można kupić za grosze na bazarach, ale trzeba się liczyć z tym, że celnik na lotnisku już w Europie zatrzyma nas, odbierze podróbkę i jeszcze wlepi karę. Można kupić, jeśli ma się duże szczęście, towary z fabryk wielkich marek z jakąś minimalną usterką. Trzeba mieć jednak dojście do outletów. Tam też jest bardzo tanio. Internet działa, ale są kłopoty z połączeniem się z siecią. Wiele stron, jak np. BBC, często jest blokowanych.

Komentarze (0)
Chiński parowiec nie zwalnia - rp.pl
 Oceń wpis
   

Chiński parowiec nie zwalnia

Danuta Walewska 23-06-2008,

Nie ma co liczyć na spowolnienie w Chinach. Nawet 8 proc. wzrost PKB i tak będzie dużo szybszy niż rozwój najbardziej prężnych gospodarek Europy od europejskiej i będzie coraz bardziej otwarta na świat

Chińczycy potrzebują dziś wszystkiego. Samochodów, maszyn budowlanych, rozwiniętych technologii, samolotów, kosmetyków, odzieży. Nie są w stanie, a nawet nie chcą wszystkiego produkować sami.

Jeszcze do niedawna na świecie były dwa ośrodki wzrostu – Stany Zjednoczone i Unia Europejska. I kiedy jeden z tych bloków gospodarczych miał kłopoty, rolę lokomotywy światowej gospodarki przejmował drugi. W tej chwili nie ma już wątpliwości: Chiny wyrosły na trzecie centrum, a z czasem zmienią się w najważniejszą siłę. Tyle że na razie przeżywają „bóle wzrostowe”.

Tegoroczne zamiecie śnieżne, które spowodowały kłopoty transportowe, a tym samym zmniejszyły eksport, przyczyniły się do spowolnienia rozwoju chińskiej gospodarki. Ale nawet niewielkie zmniejszenie tempa rozwoju nie zagrozi gospodarce Państwa Środka.

Chodzi jednak tylko o wyhamowanie wzrostu PKB z 11,2 proc. w pierwszym kwartale 2007 roku do 10,6 proc. w pierwszym kwartale tego roku. Produkcja przemysłowa wzrosła zaś nie o 17,5 proc., jak odnotowano w grudniu 2007 r., ale o 16,4 proc. (rok do roku). Jednak po lutowych kłopotach wzrost produkcji przemysłowej w marcu powrócił do ponad 17 proc.

To oznacza, że kolejne próby chłodzenia „chińskiego smoka” nie powiodły się, mimo że znacznie zaostrzono politykę kredytową, a popyt zagraniczny powoli spada, tyle że znów najczęściej nie na chińskie (tanie) produkty. A na dodatek odbudowa terenów nawiedzonych tragicznym trzęsieniem ziemi da kolejny impuls rozwojowy sektorowi budowlanemu.

Jedynym poważnym zagrożeniem dla chińskiej gospodarki jest dziś inflacja. Napędzają ją przede wszystkim ceny żywności, głównie najpopularniejszego w tym kraju mięsa – wieprzowiny, którą władze postanowiły w znacznych ilościach importować. Ceny tego mięsa w maju 2008 r. w porównaniu z majem 2007 r. wzrosły aż o 69 proc.

Zdaniem ekonomistów najbardziej sprawdzonym sposobem na wyhamowanie tempa wzrostu cen jest aprecjacja waluty. Od kilku lat zresztą świat w bardziej lub mniej delikatny sposób naciska na to, by Pekin zdecydował się umocnić juana. Powtarzają to wszyscy światowi przywódcy podczas oficjalnych wizyt w tym kraju. Potem jednak zazwyczaj cichną, kiedy zaczyna się podpisywanie kontraktów dla wielkiego biznesu. Francuzi, Niemcy, Amerykanie, Włosi, wywożą z Państwa Środka portfele zamówień warte dziesiątki miliardów dolarów.

Najszybciej rosnące dziedziny chińskiej gospodarki to budownictwo i produkcja przemysłowa. To z kolei było jednym z czynników gwałtownego wzrostu popytu na ropę i z pewnością „ma na sumieniu” co najmniej 10-dol. dodatek do obecnego wzrostu cen. Zresztą nie chodzi tylko o ropę. Chińczycy praktycznie ustalają ceny na metale przemysłowe, ale również i na metale szlachetne. Gdyby więc juan się wzmocnił, wzrosłaby tym samym siła nabywcza chińskiego biznesu, a co za tym idzie, także i popyt.

Janusz Woźniak, HSBC

Nie ma co liczyć, że w najbliższym czasie wydatki Chińczyków na cele konsumpcyjne będą tak wysokie jak w Stanach Zjednoczonych. Niemniej rosną one znacznie szybciej niż w jakimkolwiek innym kraju. To 1,4 mld konsumentów, którzy chcą mieć lepsze samochody, lodówki, klimatyzatory, a na wakacje chcieliby wyjechać za granicę. Nie wydaje mi się również, aby spowolnienie gospodarcze, które już teraz jest odczuwalne na świecie, silnie dotknęło Chiny. Rosną tam inwestycje i eksport i nie sądzę, żeby pogarszająca się kondycja gospodarki światowej miała silnie dotknąć Chińczyków. Jeśli miałoby się wydarzyć coś niekorzystnego, to zapewne będzie podobnie jak w Polsce i konsumpcja prywatna podtrzyma tempo produkcji. Wielu ekonomistów zwraca uwagę, że gdy miną już w Chinach wielkie wydarzenia – olimpiada w Pekinie, Expo w Szanghaju – dojdzie do konsolidacji w gospodarce i Chiny nieco się uspokoją. Chińczycy, jeśli chodzi o wydatki konsumpcyjne, startują z bardzo niskiej bazy. Nie widzę tutaj żadnego zagrożenia. Może i popyt będzie rósł wolniej, ale i tak o wiele szybciej niż gdziekolwiek na świecie.

Rośnie siła nabywcza chińskich konsumentów. Chociaż tempo rozwoju gospodarki nieco zwolni, Chińczycy i tak szybko będą się bogacić. Wartość PKB per capita zbliży się do 4 tys. dol.
Komentarze (0)
Nasze firmy coraz bardziej interesują się Chinami - rp.pl
 Oceń wpis
   

 

Danuta Walewska 23-06-2008,

- Mam dwie chińskie asystentki, absolwentki polonistyki na Uniwersytecie Pekińskim. I z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że Chińczycy są wyjątkowo oddanymi i lojalnymi pracownikami - mówi Marek Łyżwa, radca Ambasady RP w Chińskiej Republice Ludowej

Rz: Chiny to kraj rozwijający się w tempie ok. 10 proc. rocznie. Czy w tym samym tempie rośnie wymiana handlowa między Polską i Chinami?

Marek Łyżwa: Ostatnie cztery lata potwierdzają, że wymiana handlowa i inwestycje rosną nawet szybciej niż dynamika gospodarki chińskiej. Według tutejszych informacji Polski eksport w latach 2003 – 2007 wzrósł z 249 do 1,111 mld dol. Według naszych danych to 970 mln dol, a różnica wynika m.in. z terminów wysyłki towarów, np. transport miedzi, który wyszedł z Polski w grudniu, do Chin dotarł w styczniu, oraz wysyłki części towarów przez Hongkong. Import chiński jest osiem – dziewięć razy większy niż polski eksport. Ale ten problem mają wszystkie kraje rozwinięte. Żaden kraj UE nie ma dodatniego salda w handlu z Chinami.

Czy polskie firmy potrafią się poruszać po chińskim rynku?

Wśród krajów Europy Środkowej i Wschodniej jesteśmy na pierwszym miejscu. Jest to jednak rynek trudny, głównie ze względu na język. Wszystkie ustawy są dostępne wyłącznie w języku chińskim, tak samo jak wykładnia decydująca w sądzie. Jest to kraj prawa, ale chińskiego prawa. Duże firmy światowe, także polskie, nie mają z tym żadnych problemów. Natomiast małe i średnie mają, a nasze biuro funkcjonuje jak lekarz pierwszego kontaktu. Umawiamy spotkania polskich firm, służymy pomocą językową. Najlepszym wyjściem ułatwiającym kontakty jest więc albo nauczenie się chińskiego, albo zatrudnienie Chińczyków jako tłumaczy. Ja sam mam dwie chińskie asystentki, absolwentki polonistyki na Uniwersytecie Pekińskim. I z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że Chińczycy są wyjątkowo oddanymi i lojalnymi pracownikami. Chiński fenomen nie polega wyłącznie na taniej sile roboczej, ale na pracowitości i dobrej organizacji pracy.

Jak pan ocenia zainteresowanie polskich firm rynkiem chińskim?

Cały czas rośnie. O czymś chyba świadczy to, że na chińskich targach rejestruje się ponad 2,5 tys. firm, a Ambasada Chińska w Warszawie wydaje ok. 50 tys. wiz rocznie. I będzie ich więcej. Liczę, że kiedy ostatecznie LOT otrzyma swoje dreamlinery, wznowi połączenia do Chin – obojętne: do Pekinu, Szanghaju czy Szenzenu – bo na loty do tych miast otrzymał zgodę. Z drugiej strony Air China robi intensywne analizy i zamierza siedem razy w tygodniu latać do Warszawy. Ruszyły dogodne połączenia Hainan Airlines, Lufthansa lata do Pekinu ponad 20 razy w tygodniu, codziennie wożą Polaków Austrian, Swiss, Finnair. A Polska ma ogromną szansę ściągnięcia chińskich turystów. Chińczycy są bardzo ciekawi świata i chętnie wydają pieniądze na pamiątki. Jeśli gdzieś wyjeżdżają za granicę, kupują zawsze prezenty z podróży, i to dla całej rodziny, a chińska turystyka rośnie w tempie 50 – 60 proc. rocznie. W ubiegłym roku było to ok. 50 mln osób.

Jakie branże mają szanse zwiększenia eksportu na chiński rynek?

Po pierwsze – spożywcza. Są ogromne szanse zwiększenia eksportu mięsa, zwłaszcza wieprzowiny. Mamy już wszystkie niezbędne certyfikaty zezwalające na eksport drobiu na ten rynek. Wiadomo, że wkrótce będziemy mogli sprzedawać tam wieprzowinę. Chińczycy sami mają coraz większe problemy z produkcji żywności. Mają kłopoty z ziemią orną, nie mówiąc już o tym, że brakuje im wody. Na każdym wolnym skrawku ziemi budują fabryki. W efekcie będą mieli coraz więcej pieniędzy na import, nie mówiąc o zdrowej żywności. Bogaci Chińczycy już kupują żywność europejską, chociaż jest dwu – trzykrotnie droższa.

Doskonale idzie eksport branży lotniczej. Sprzedajemy dromadery, wstępne zapotrzebowanie mówi o 5 tys. samolotów. Powstała chińska spółka ze Świdnikiem, wstępna umowa mówi o montażu 150 helikopterów. Po 15 latach przerwy ruszyła sprzedaż maszyn górniczych, też liczymy na duże kontrakty. Oczekuję, że Kopex i Famur do końca roku sprzedadzą maszyny za co najmniej 200 mln dol. Bo w Chinach nie ma małych liczb.

Rosną też polskie inwestycje. Niedługo będzie skończona fabryka insuliny Biotonu, fabryka szyb samochodowych, obudów ścianowych, wykładzin do kotłów, samych kotłów. Nawet fabryka łańcuchów – wydawałoby się, prosta rzecz, ale produkcja dobrego łańcucha wymaga najbardziej rozwiniętych technologii. Polskie inwestycje w Chinach oceniam na 200 mln dol.

 
Komentarze (0)
Google azjatyckim liderem
 Oceń wpis
   

Google azjatyckim liderem

W okresie kwiecień 2007 - kwiecień 2008 liczba internautów w wieku co najmniej 15 lat w regionie Azji i Pacyfiku zwiększyła się o 14 procent: z 280,4 do 318,6 miliona.

Tak wynika z najnowszego raportu firmy badawczej comScore o nazwie 'State of the Global Internet - with a Focus on Asia' - informuje serwis Marketing Charts.

W kwietniu spośród krajów regionu największą liczbę internautów odnotowano w Chinach (102,8 miliona), a następnie w Japonii (55,3 mln), Indiach (28,4 mln), Korei Południowej (25,7 mln), Australii (10,9 mln), na Tajwanie (10,4 mln), w Malezji (8,3 mln), Hong Kongu (3,7 mln), Singapurze (2,3 mln) oraz Nowej Zelandii (2,2 mln).

Na rynku wyszukiwarek internetowych liderem w regionie Azji i Pacyfiku były strony należące do Google z udziałami w rynku na poziomie 39,1 procenta. Na kolejnych miejscach znalazły się strony należące do: Yahoo (24 procent), Baidu.com Inc. (16,7 procenta), NHN Corporation (5,3 procenta), Alibaba.com Corporation (2,2 procenta), Microsoftu (1,8 procenta), Lycos (1,7 procenta), TENCENT Inc. (1,4 procenta), FRIENDSTER.COM (1,2 procenta) oraz Sohu.com Inc. (0,8 procenta).

Pod względem liczby internautów korzystających z wyszukiwarek liderem w kwietniu były Chiny (82,8 miliona). Użytkownicy z tego kraju wykonali w sumie 6,2 miliarda wyszukiwań. Na jednego internautę przypadło tam jednak tylko 75,3 wyszukiwań, czyli dużo mniej w porównaniu z czołową trójką państw: Koreą Południową (średnio 103,5 wyszukiwań), Japonią (102,6) i Singapurem (100,9).

źródło: Marketing Charts

http://www.wirtualnemedia.pl/

Komentarze (0)
Chińczycy zaczynają budować we Wrocławiu
 Oceń wpis
   

Chińczycy zaczynają budować we Wrocławiu

Chińska firma budowlana Minmetals Construction Poland, firma należąca do państwowego holdingu China Minmetals, rozpoczyna ekspansję na rynku budowlanym w Polsce.

Jest to kolejna chińska firma budowlana, która samodzielnie rozpoczęła w ostatnim okresie działalność na polskim rynku budowlanym. Powstaja także kolejne spólki jv polsko-chińskie, które przygotowują się do działalności w branży budowlanej.

Firmy chińskie wybierają coraz częściej lokalizacje swoich inwestycji i wykonawstwa poza Warszawą, np. Wrocław, Kraków czy Kielce.

źródło: BiznesAzja.pl

Komentarze (0)
Wielkie sieci handlowe wchodzą do Wietnamu
 Oceń wpis
   

80 milionowy kraj wypiera powoli Indie i Rosję z pierwszych miejsc dla inwestycji międzynarodowych koncernów handlu detalicznego

Wyniki najnowszych badań przeprowadzonych przez firmę konsultingową A. T. Kearney pokazują, że koncentrując swoją działalność na Europie Wschodniej, niemieckie firmy tracą bardziej lukratywne szanse ekspansji w innych regionach świata.

Rządzony wciąż przez komunistów 80-milionowy Wietnam znalazł się niespodziewanie na szczycie przeżywających boom rynków handlu detalicznego - przed Indiami, Rosją i Chinami.

Podczas gdy Francuzi są już od dawna obecni w Wietnamie ze swoimi sklepami Casino, a japoński koncern handlowy 7-Eleven planuje wejście na rynek wietnamski, ze strony niemieckiej ekspansję rozpoczyna jak dotychczas tylko koncern Metro ze sklepami Cash&Carry.

http://news.money.pl/artykul/wielkie;

Komentarze (0)
Japońscy studenci w polskich firmach - KIG
 Oceń wpis
   

VULCANUS IN EUROPE 2009 – 2010

Utworzony i finansowany przez Komisję Europejską oraz Rząd Japonii Program stwarza przemysłowym firmom europejskim oraz Wydziałom Architektury europejskich uczelni możliwość goszczenia przez okres ośmiu miesięcy - w okresie od sierpnia 2009 do marca 2010 roku - studentów japońskich uniwersytetów w dziedzinach inżynierii, architektury oraz innych dziedzin nauki.

Stosownie wnioski można składać online w terminie do 30 września 2008 roku na stronie www.eujapan.com/europe/vulcanus_europe.html

Dodatkowych informacje udziela:

Mrs. Margherita Rosada
Vulcanus Progammes Manager

tel. 0032 2 2823715
fax 0032 2 2820045”

http://www.kig.pl/index.php/vulcanus-in-europe

Komentarze (0)
Międzynarodowe Targi w Pyongyang - KIG
 Oceń wpis
   

KOREA INTERNATIONAL EXHIBITION CORPORATION (KIEC)

Krajowa Izba Gospodarcza uprzejmie informuje, że KOREA INTERNATIONAL EXHIBITION CORPORATION (KIEC) jest wyłącznym organizatorem Międzynarodowych Targów w Pyongyang (PITF), które odbywają się dwa razy w roku – w maju oraz we wrześniu.
Organizatorzy zachęcają polskich przedsiębiorców do uczestnictwa w tych targach. Szczegóły wraz z wnioskami aplikacyjnymi są dostępne na stronie internetowej www.dprk-expo.com

http://www.kig.pl/index.php/korea-international-exhibition-corporation--kiec-
Komentarze (0)
Targi w Qingdao, Chiny 23-25.10.2008 - KIG
 Oceń wpis
   
Targi i Giełda Kooperacyjna dla firm z branży "Ochrona Środowiska" - Qingdao, Chiny 23 – 25 Października 2008 r.

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, we współpracy z Qingdao International Cooperation Association of Small & Medium Enterprises, zaprasza do udziału w misji gospodarczej połączonej z wizytą na międzynarodowych targach China International Circular Economy Expo, które odbędą się w Qingdao w Chinach w dniach 23 – 25 października 2008 r.
Zaproszenie to skierowane jest do polskich przedsiębiorców reprezentujących szeroko rozumianą branżę ochrony środowiska, którzy chcieliby nawiązać kontakty gospodarcze z firmami chińskimi oraz zainteresowani są wyżej wymienionym sektorem w Chinach.

Podczas wyjazdu przewidziane są spotkania z przedsiębiorcami chińskimi, udział w forum poświęconym ochronie środowiska oraz wizyta na międzynarodowych targach, która sama w sobie będzie wspaniałą okazją do nawiązania kontaktów handlowych z miejscowymi firmami.

Tematyka imprezy to:

• odnawialne źródła energii,
• oszczędność energii,
• odzyskiwanie, recykling i utylizacja ścieków, odpadów stałych, spalin,
• recykling produktów rolnych,
• urządzenia, systemy ochrony środowiska,
• ekologiczne, energooszczędne materiały budowlane,

Wyjazd ten może się przyczynić nie tylko do nawiązania nowych kontaktów, ale także do zdobycia wiedzy i wymiany doświadczeń pomiędzy polskimi i chińskimi firmami z sektora ochrony środowiska.

Jak podaje Wydział Ekonomiczny Ambasady RP w Pekinie, „w chwili obecnej władze chińskie kładą duży nacisk na wszelkie działania z zakresu zwiększenia ochrony środowiska naturalnego. Spodziewana jest znaczna liczba nowych projektów, w przygotowaniach i realizacji których ma szansę zaistnieć strona polska.”

Przedsiębiorcy, którzy zdecydują się wziąć udział w misji mogą w niej uczestniczyć jako wystawcy lub zwiedzający. Wszystkie firmy będą miały możliwość odbycia indywidualnych spotkań biznesowych z przedsiębiorcami chińskimi.

Koszt wynajęcia stoiska o wymiarach 3 x 3 m2 wynosi jedynie 380 Euro.

Ponadto, zarówno wystawcom, jak i zwiedzającym strona chińska zapewnia zakwaterowanie w 5-gwiazdkowym hotelu po preferencyjnej cenie 70 Euro za pokój jednoosobowy lub dwuosobowy / noc.

Dodatkowo, zwiedzający otrzymają dofinansowanie w wysokości 100 Euro dla firmy.

Podczas wyjazdu towarzyszyć będą Państwu pracownicy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, którzy będą służyć swoją pomocą.

Po zakończeniu targów oraz giełdy kooperacyjnej planowany jest krótki pobyt w Pekinie.

Więcej informacji odnośnie targów znajdą Państwo na poniższej stronie internetowej: www.cicexpo.gov.cn/english/index.asp

Termin przyjmowania zgłoszeń upływa 27 czerwca 2008 r.
Ilość miejsc ograniczona.

Więcej informacji:

http://www.kig.pl/index.php/targi-i-gielda-kooperacyjna
Komentarze (0)
Targi w Kantonie, Chiny 22-25.09.2008 - KIG
 Oceń wpis
   

Targi wystawiennicze China International Small and Medium Enterprises Fair - Kanton, Chiny 22-25 września 2008 r.


Ministerstwo Gospodarki oraz Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości mają zaszczyt zaprosić Państwa do udziału w piątej edycji targów eksportowo-importowych małych i średnich przedsiębiorstw, które odbędą się w Kantonie, w dniach 22-25 września br.
Wsparcie w organizacji targów zapewniają m.in. Chińska Krajowa Komisja ds. Rozwoju i Reform (NRDC), Ministerstwo Handlu (MOFCOM), Państwowa Administracja ds. Przemysłu i Handlu (SAIC) oraz rząd prowincji Guangdong.
W latach 2004 – 2007 targi odwiedziło łącznie 830 000 osób z 30 chińskich prowincji oraz 70 krajów z całego świata.

Piąta edycja targów odbędzie się w Guangzhou International Conference and Exhibition Centre. W tym roku CISMEF zaoferował każdemu krajowi ASEM 10 nieodpłatnych stoisk na targach. W przypadku większego zainteresowania, koszt wynajęcia każdego kolejnego stoiska wynosi 850 USD.

W tegorocznej edycji targów przewiduje się przygotowanie 5 000 stoisk na obszarze ok. 120 000 m², każde po 9m², z czego 1000 stoisk będzie przeznaczonych dla firm zagranicznych.

Kompleks targowy składa się z 9 pawilonów.
Targi mają charakter wielobranżowy, adresowane są przede wszystkim do firm z następujących sektorów:
- tekstylia, obuwie
- ceramika,
- żywność,
- meble i oświetlenie,
- materiały budowlane,
- elektronika,
- torby,
- zabawki,
- nakrycia głowy.

Każdy uczestnik będzie miał możliwość:
- wystawienia swoich produktów oraz materiałów promocyjnych,
- odbycia wielu rozmów z wystawcami i odwiedzającymi targi,
- skorzystania z profesjonalnej porady w Centrum Finansowym, Centrum obsługi MSP, Centrum Handlu Detalicznego.

Koszty dojazdu i zakwaterowania uczestnicy pokrywają we własnym zakresie. Oferujemy pomoc w dokonaniu rezerwacji hotelowej. Więcej informacji znajdą Państwo na stronie internetowej targów www.cismef.com.cn/web/eng/en/index.htm

Termin przyjmowania zgłoszeń upływa w dn. 27 czerwca br. Konieczna znajomość języka angielskiego.

Więcej informacji:

http://www.kig.pl/index.php/china-fair
Komentarze (0)
Najważniejsze są Chiny - Dziennik.pl
 Oceń wpis
   

Najważniejsze są Chiny

twierdzi Mark Leonard, politolog

sobota 7 czerwca 2008, Dziennik.pl

Inna nowoczesność?

Na pytanie, kto mógłby zastąpić Stany Zjednoczone w roli globalnego lidera, najczęściej słychać odpowiedź: Chiny. Może jeszcze nie dziś, może za 10 - 20 lat - wskazują zwolennicy tej tezy - ale Państwo Środka na pewno zdystansuje Amerykę. W końcu już teraz uzależniło ją od siebie, finansując jej ogromne zadłużenie... Dla naszego dzisiejszego rozmówcy Marka Leonarda błyskawiczny wzrost znaczenia Chin na arenie międzynarodowej jest najważniejszym wydarzeniem epoki, w której żyjemy. Oto po raz pierwszy w dziejach niezachodni kraj ma szansę stać się supermocarstwem decydującym o losach świata. Chiny zyskują wpływy nie tylko za sprawą dynamicznej gospodarki. Ich pozycja umacnia się, bo wedle Leonarda wypracowały model rozwoju stanowiący realną alternatywę dla liberalno-demokratycznego modelu zachodniego. Sukcesy Pekinu są nadzieją dla krajów, które z różnych powodów nie chcą kopiować europejskich czy amerykańskich wzorców. Tam gdzie Zachód domaga się przestrzegania standardów, Chińczycy oferują pomoc bez żadnych warunków wstępnych. Nic dziwnego więc, że coraz liczniejsza grupa państw azjatyckich i afrykańskich właśnie Chiny uznaje za wiarygodnego gwaranta własnego bezpieczeństwa ekonomicznego i politycznego.

rozmowę prowadzi Maciej Nowicki

Prowokacyjnie podkreśla pan, że za 50 czy 100 lat nikt już nie będzie pamiętał o 11 września czy wojnie w Iraku. Jedynym naprawdę istotnym wydarzeniem rozgrywającym się na naszych oczach są narodziny potęgi Chin - to zmiana na skalę upadku Związku Sowieckiego czy zmierzchu imperium rzymskiego...

Dlaczego nie ulega wątpliwości, że narodziny chińskiej potęgi to największe wydarzenie naszych czasów? Bo chodzi tu o strukturalną zmianę w porządku światowym, a zamachy 11 września czymś takim nie były - nie podważały zasadniczego układu sił. Na naszych oczach Chiny stały się państwem, bez którego nie sposób rozwiązać właściwie żadnego problemu uznawanego za istotny. Kiedy mówimy o zmianach klimatycznych, wszyscy zdają sobie sprawę, że bez współpracy ze strony Chin nie znajdziemy tu rozwiązania. A kiedy dyskutujemy w Europie na temat tego, czy uda się nam powstrzymać Iran od zbudowania bomby jądrowej, doskonale wiemy, że Chiny stanowić będą część rozwiązania albo część problemu. Nie poprawimy katastrofalnej sytuacji w Birmie bez udziału Chin. To samo jest z ludobójstwem w Darfurze. I tak dalej...

Już od dawna jesteśmy świadomi, że Chiny mają ogromny wpływ na światową gospodarkę. Teraz przechodzimy do kolejnego etapu - zaczynamy postrzegać ten kraj nie tylko jako superpotęgę ekonomiczną, ale także superpotęgę polityczną...

I na tym nie koniec - do niedawna skupialiśmy uwagę na kwestiach ekonomicznych związanych z Chinami, dziś skupiamy ją na kwestiach politycznych, a niedługo wielka zmiana będzie dotyczyć sfery idei i ideologii. Dlatego właśnie sądzę, że Chiny to naprawdę wielka sprawa. Mamy do czynienia z państwem, które być może jeszcze za mojego życia stanie się największą gospodarką świata. Już dziś co drugie ubranie czy buty na świecie noszą naszywkę "Made in China". Chiny produkują najwięcej komputerów na świecie. Zużywają 40 procent światowego cementu, 40 procent węgla, 30 procent stali i 12 procent energii. Mają wpływ na życie codzienne każdego z nas: podwyższając cenę ropy i jednocześnie obniżając ceny elektroniki, zatapiając europejski przemysł tekstylny i jednocześnie pompując niewyobrażalne pieniądze w amerykańską gospodarkę. Szybkość, z jaką wszystko się tam toczy, jest oszałamiająca. Przez trzy lata jeździłem do Chin bardzo często - nierzadko po dwóch miesiącach nie byłem w stanie rozpoznać miejsca, które wcześniej wielokrotnie widziałem. Chiny wprowadziły 300 milionów ludzi w nowoczesność - z absolutnego wiejskiego zacofania - w ciągu zaledwie 30 lat! Europie zajęło to 200 lat. Ale to oszołomienie statystykami, szybkością, skalą zmian nie powinno nam przesłaniać jeszcze istotniejszej kwestii: do jakiego stopnia narodziny chińskiej potęgi zmienią naturę naszego świata. Chiny mają zupełnie inny od Stanów Zjednoczonych pomysł na globalny ład. Po raz pierwszy od zakończenia zimnej wojny potęga niezachodnia będzie miała wpływ na definiowanie i reguły rozwiązywania najistotniejszych kwestii. Chiny zaczynają myśleć na własny rachunek i cały świat będzie to musiał wziąć pod uwagę.

Jedno widzimy od razu: we wszystkich chińskich sporach ideowych demokracja jest właściwie nieobecna. A jeśli już się pojawia, to jako synonim chaosu...

W latach 80. czy 90. Chiny były naśladowcami modelu amerykańskiego. Czytano Friedmana i Hayeka - filozofia wolnego rynku stała się jedynym wyznacznikiem reform ekonomicznych. Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych określała to, co pożądane na światowej scenie, a Chińczycy byli gotowi niemal na wszystko, byle uniknąć gniewu hegemona. Wang Xiaodong, jeden z chińskich ideologów nowego nacjonalizmu, twierdzi, że ta bezwarunkowa akceptacja amerykańskiego punktu widzenia wynikała przede wszystkim z nienawiści do samych siebie. Chińczycy uważali się za podrzędny naród z podrzędną historią. Xiaodong mówi wręcz: "To nie różniło się bardzo od rasizmu Hitlera, tyle że w przeciwieństwie do nazizmu głównym celem oddziaływania rasistowskiej ideologii stał się własny naród". Ten zwrot ku Zachodowi oznaczał również, że liberalna demokracja była standardem dla reform politycznych. Dziś Chińczycy już tak nie myślą. Mówią coraz częściej: "Wy, ludzie Zachodu, mówicie o demokracji tak, jakby to była religia, na którą musi zostać nawrócony cały świat. Tymczasem wybory nie rozwiążą żadnego problemu, z którym mają do czynienia dzisiejsze Chiny".

Skąd wzięła się ta zmiana? Bardzo często mówi się, że wszystkiemu winien jest Gorbaczow. Upadek Związku Sowieckiego, a potem gigantyczne kłopoty gospodarcze nowej Rosji przekonały Chińczyków ostatecznie, że najgorszym z możliwych rozwiązań jest polityczna liberalizacja. Rosja stała się swego rodzaju antymodelem dla Chin...

Związek Sowiecki stanowił absolutny wzorzec dla Mao, kiedy tworzył on komunistyczne państwo. Niemal wszystko - od instytucji po propagandę - zostało przeniesione z Moskwy i poddane jedynie nieznacznemu lokalnemu retuszowi. Chińczykom wydawało się, że na zawsze pozostaną mniejszym bratem Moskwy, że Rosjanie mają nad nimi technologiczną przewagę. Upadek Związku Sowieckiego był dla nich gigantyczną traumą, jednym z kilku najboleśniejszych obrazów w chińskiej psyche. Chińska elita nie miała wątpliwości, gdzie Rosjanie się pomylili: nie należało zaczynać reform politycznych przed reformami ekonomicznymi. Był jeszcze jeden powód odrzucenia demokracji związany z innym traumatycznym doświadczeniem - rewolucją kulturalną. Rewolucja kulturalna była wojną wszystkich ze wszystkimi, przyniosła mnóstwo ofiar. Nikt nie przestrzegał prawa, niezliczone frakcje walczyły do krwawego końca. Wielu obawia się, że demokratyczne wybory oznaczałyby dziś ponowne wypuszczenie dżina z butelki: powstałby chaos, biedni wieśniacy wystąpiliby przeciwko rodzącej się klasie średniej, a Chiny - i to jest najgorsze - rozpadłyby się. Ale o tej zmianie stosunku do liberalnej demokracji nie zdecydowały jedynie klęski. Ona dokonuje się w ogromnym stopniu także z powodu dzisiejszej sytuacji - z powodu tego, że Chińczycy tak doskonale sobie radzą. I dalej chcą podążać tą ścieżką. Wierzą, że wybierając rządy prawa bez demokracji - tak jak zrobił to w przeszłości Singapur - zapewnią sobie dalszy wzrost, przyciągną kolejne zagraniczne inwestycje, wykorzenią korupcję i zbudują silną tożsamość narodową.

Robert Kagan w swojej ostatniej książce przedstawia dzisiejszy świat jako pole konfliktu ideologicznego między demokracjami i autokracjami. Na pytanie, czym różnią się obecne Chiny od autokracji XIX-wiecznych, Kagan odpowiedział mi, że niemal niczym, tyle że w przeciwieństwie do nich funkcjonują w świecie zglobalizowanej gospodarki. A jak pan odpowiedziałby na to pytanie? Czy wystarczy nazwać Chiny autokracją, by zrozumieć zasady, na jakich funkcjonują?

Nie ulega wątpliwości, że Chiny nie są demokratycznym krajem, gdzie szanuje się uprawnienia jednostki. Tamtejsze prawa dotyczące zgromadzeń publicznych są przerażające. Lekcja kolorowych rewolucji - na Ukrainie, w Gruzji - przekonała Pekin, że organizacje pozarządowe to wróg publiczny. Okrucieństwo, z jakim potraktowano łagodne Falun Gong, zaskoczyło wszystkich. Widzieliśmy też, co stało się ostatnio w Tybecie. Tak więc Chiny nie stają się wolne, ale jednocześnie ogromnie się zmieniają. Nie chodzi tu o staromodną formę autorytaryzmu - to jest forma znacznie nowocześniejsza, zdolna do wielu adaptacji. Chińczycy nieustannie eksperymentują, korzystając z zachodnich doświadczeń demokracji partycypacyjnej czy socjologicznych metod w rodzaju grup fokusowych. Ich celem jest zbudowanie stabilniejszej, odporniejszej na wstrząsy formy autorytaryzmu. Można ją nazwać dyktaturą deliberatywną. Nie ma w niej wyborów, zwiększa się natomiast pole konsultacji. Albo inny przykład: upłynie oczywiście bardzo dużo czasu, zanim Chiny staną się państwem prawa - nigdy zresztą nim nie były. Jednocześnie jest to jedyny monopartyjny kraj świata, który pozwala na pozywanie państwa przez obywateli.

W ciągu pięciu lat liczba takich spraw wzrosła z 10 do 100 tysięcy. Liczba spraw wygranych przez obywateli jeszcze niedawno ograniczała się do kilku wyjątków, dziś wygrywają ich prawie połowę...

W jakim stopniu zmiany te dotyczą partii komunistycznej? Kishore Mahbubani, jeden z ludzi odpowiedzialnych za sukces Singapuru, jest pełen podziwu dla KPCh. Twierdzi, że stała się ona dziś merytokracją wzorowaną na wielkich firmach międzynarodowych i nie ma nic wspólnego ze zmurszałym aparatem, którym zarządzali starcy.

Oczywiście dziś nie jest tak jak dawniej, gdy Deng Xiaoping siedział sam w pokoju i zastanawiał się, co zrobić, w jakim kierunku powinny pójść Chiny. Partia jest w znacznym stopniu odmłodzona, jej zwykli członkowie częściej niż dotychczas kandydują

w wyborach - w ostatnich latach na lokalnych i narodowych kongresach partii było o jedną czwartą więcej kandydatów niż stanowisk. A wracając do pańskiego pytania: porównanie z wielką międzynarodową korporacją rzeczywiście jest trafne. Tylko czy chcielibyśmy żyć w kraju zarządzanym przez Microsoft? Ja na pewno nie. I pan też nie, jak sądzę... Każda korporacja zarządzałaby na przykład Zimbabwe lepiej niż Robert Mugabe, ale to jeszcze nie oznacza, że jest ona formą władzy, której demokracja liberalna ma cokolwiek do pozazdroszczenia. Innymi słowy to, że KPCh staje się merytokracją, potwierdza jedynie moje wcześniejsze stwierdzenie: celem Pekinu jest zbudowanie inteligentniejszej formy dyktatury, gdzie partia stara się lepiej niż dotychczas zrozumieć, czego ludzie chcą. Ale nie robi tego przez wybory powszechne, tylko przez pewne formy publicznej konsultacji.

Na razie Chiny szybko się rozwijają i mają sporo pieniędzy do redystrybuowania w razie jakiegoś mniejszego czy większego kryzysu. Co się jednak stanie, gdy dojdzie do zasadniczego załamania na rynku światowym, gdy rynek ten zacznie się kurczyć, a popyt na chińskie towary dramatycznie spadnie?

Nie jestem futurologiem. Ale odpowiem panu w następujący sposób: tyle razy już przewidywano, że Chiny upadną z takiego czy innego powodu i za każdym razem okazywało się, że te prognozy były całkowicie błędne.

Chodzi mi głównie o jedno: Chiny dowiodły, że można mieć bardzo szybki wzrost gospodarczy bez demokracji. Ale czy to oznacza, że można bez niej rozwiązywać zasadnicze kryzysy społeczne? To jest dziś argument ludzi powątpiewających w trwałość chińskiego sukcesu: demokracje zazwyczaj zwycięsko wychodzą z wielkich kryzysów, dyktatury znacznie rzadziej...

Zachodnie analizy sytuacji w Chinach mają dziś jeden główny cel: ocalenie starej, dobrej teorii dowodzącej, że demokratyzacja jest nieunikniona. Niektórzy twierdzą, że Chiny staną się demokratyczne, gdy dochód na głowę osiągnie pięć tysięcy dolarów. Inni mówią z kolei, że wymogi współczesnej gospodarki - swobodny obieg informacji, wolność poszukiwań, rządy prawa - spowodują, że Chiny już niedługo będą miały wybór między demokratyzacją a bankructwem. Nie twierdzę, że teorie te okażą się nieprawdziwe w dłuższej perspektywie. Prawie każda teoria sprawdza się, jeśli zastosujemy wystarczająco długą perspektywę. Jednak to prowadzi do sytuacji,

w której Zachód wielu rzeczy po prostu nie widzi. Na ślepo zakładamy na przykład, że klasa średnia będzie za demokracją. Tymczasem tak wcale nie musi być - i tak nie jest. W Rosji klasa średnia jest przeciwna demokracji, ponieważ posiada liczne dobra zdobyte często w dość dziwny sposób - i nie chce, by jej te dobra odebrano. W Chinach widzimy dokładnie to samo: klasa średnia jest przeciwko demokracji, ponieważ boi się, że 700 milionów biednych ogołoci ją z pieniędzy, które udało jej się w ciągu ostatnich lat zdobyć.

Pankaj Mishra, z którym rozmawiałem o Indiach - a te w przeciwieństwie do Chin i Rosji są demokracją - powiedział mi dokładnie to samo: tamtejsza klasa średnia aż kipi ze złości na demokrację. Uważa, że demokracja szkodzi gospodarce, wszystko spowalnia. Stwierdził, że gdyby losy Indii potoczyły się inaczej - gdyby nie odziedziczyły one demokracji - na pewno dzisiaj by się nią nie stały...

Jest jeszcze coś poza nieufnością klasy średniej do demokracji, czego Zachód nie widzi. Twierdzi się, że Chiny to niemal stalinowskie państwo odcięte od reszty świata przez aparat represyjny i cenzurę. To wielki błąd. Analogie z Rosją i Europą Wschodnią z lat 80. nie mają sensu. Rządy komunistyczne ujawniły swoją nicość, kiedy stworzony przez nie szary świat został za pomocą telewizji i innych mediów skonfrontowany z obrazem lepszego życia na Zachodzie...

Tymczasem Chiny już są częścią kapitalistycznego świata...

Właśnie. Są pełne wszelkiego rodzaju symboli konsumerystycznego świata, są nimi dosłownie zalane. I każdego roku wzrasta liczba ludzi, którzy mają do nich dostęp. To pokazuje, że Chiny są w stanie zasymilować niemal wszystko. Internet jest świetnym przykładem. Przypuszczano, że zmieni on oblicze Chin. Tymczasem to Chiny zmieniły oblicze internetu, zmuszając Google czy Microsoft do grania zgodnie z zasadami narzuconymi przez Pekin.

W relacjach międzynarodowych Chiny starały się za wszelką cenę stosować taktykę stanowiącą odwrotność rosyjskiej. Putin uwielbia wygrażać, o wszystko się wykłócać, nieustannie prężyć muskuły. Tymczasem Chińczycy starali się wszystkich uspokajać, zapewniając, że chodzi im wyłącznie o pokojowy rozwój - ze strachu, że cały świat może się zmobilizować przeciwko nim. Wszystko było tu obliczone na uniknięcie konfliktu...

Chińczycy byli przerażeni tym, do jakiego stopnia świat postrzega ich coraz większą potęgę jako zagrożenie. Dla Chin celem numer jeden jest to, by zapewnić sobie spokojne otoczenie zewnętrzne i dzięki temu nadal kontynuować reformy ekonomiczne. Dlatego zapewniają, że w przeciwieństwie do USA nie będą starali się stworzyć hegemonicznej potęgi nastawionej na budowanie sojuszy przeciwko innym państwom. Przekonują, że chiński rozwój stworzy sytuację, w której będą jedynie wygrani, że jedynym rezultatem będzie ogólna prosperity i zwycięstwo pokoju. Ta zmiana zaczęła się już za Denga - w sferze gospodarczej wycofał się on z centralnego planowania, a w polityce zagranicznej porzucił sponsorowanie komunistycznych piątych kolumn w południowo-wschodniej Azji, zakończył spory graniczne z Indiami, przestał traktować instytucje międzynarodowe jako wcielenie wszelkiego zła. Chiny miały pozostać neutralne w wojnach i wszelkich konfliktach. A chińska polityka zagraniczna miała stać się niewidzialna zgodnie z zaleceniem Denga: "Nie wystawiaj głowy na zewnątrz".

Kłopot z podobną strategią polega, jak wiadomo, na tym, że im stajemy się więksi, tym trudniej zachować niewidzialność. Za Denga Chiny były słabym państwem i - mimo swych rozmiarów - ekonomicznym karłem. Dziś już tak nie jest...

To prawda. Im bardziej chińska potęga wzrasta, tym cała ta linia staje się trudniejsza do utrzymania. Trudno schylać głowę nisko, gdy rosnąc w siłę, wchodzi się w konflikt interesów z innymi krajami. Inni też zaczynają domagać się coraz więcej - choćby zaangażowania w rozwiązywanie światowych konfliktów. A to jest często mało wygodne z gospodarczego punktu widzenia. Tu jednak trzeba sobie powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, teoria pokojowego wzrostu mimo swych zasadniczych braków (nie mówiła na przykład nic o tym, jak powinny wyglądać reformy polityczne wewnątrz kraju ani jak powinien wyglądać ład światowy) okazała się sukcesem. Oczywiście utrwalenie chińskiej soft power będzie wymagało politycznych reform. Jednak jak dotychczas - przynajmniej przed wydarzeniami w Tybecie - Chiny okazały się głównym beneficjentem kryzysu popularności Ameryki po wojnie w Iraku. Właśnie dlatego, że tam gdzie Amerykanie mówią o wojnie, Chińczycy mówią o pokoju. Tam gdzie Amerykanie mówią o sankcjach, Chińczycy oferują pomoc bez żadnych warunków wstępnych. Tam gdzie Amerykanie są symbolem terapii szokowej i neoliberalizmu, Chińczycy zalecają gradualizm, stopniowe zmiany. Po drugie, kiedy ludzie stają się silniejsi, stają się także bardziej asertywni. To główny powód, dla którego chińska polityka zagraniczna przechodzi dziś zasadniczą zmianę. Chiny nadal chcą utrzymać spokojne otoczenie zagraniczne, ale jednocześnie nieustannie toczy się tam dyskusja, jak poradzić sobie z resztą świata...

Aby stać się responsible stakeholder, odpowiedzialnym udziałowcem światowego porządku, jak to kilka lat temu ujął ówczesny zastępca sekretarza stanu w administracji Busha Robert Zoellick?

Oni tego sformułowania nienawidzą. Lepiej go nigdy nie używać przy Chińczykach. Ich zdaniem jedyny sens tych słów sprowadza się do tego, że to Amerykanie mają decydować, kto jest odpowiedzialny, a kto nie. A Chińczycy chcą czegoś zupełnie innego - chcą na dłuższą metę zbudować światowy porządek na wzór i podobieństwo Chin. Chcą świata, gdzie rządy narodowe są panami swego własnego przeznaczenia i są całkowicie niezależne od kaprysów światowego kapitału czy polityki zagranicznej prowadzonej przez USA. Chcą inwestycji, technologii i dostępu do światowych rynków, ale nie chcą być zarażeni przez zachodnie wartości. Nie chcą, by Chiny zostały spłaszczone przez globalizację. Chcą tak zmienić reguły światowego współzawodnictwa, aby stały się one odzwierciedleniem chińskiej siły.

Podkreśla pan, że Chiny rywalizują z amerykańskim wzorcem neoliberalnego płaskiego świata, gdzie wszędzie stosuje się te same procedury, aby osiągnąć sukces. Ale

w równym stopniu stanowią zagrożenie także dla europejskiego wzorca...

To prawda. Organizacje międzynarodowe, którym patronują Chiny - jak choćby Szanghajska Organizacja Współpracy - na pozór przypominają Unię Europejską nastawioną na liberalny multilateralizm. Jednak w rzeczywistości stanowią zaczątki chińskiego porządku światowego, gdzie liczy się jedynie suwerenność państwowa, gdzie państwa całkowicie odrzucają obcą interwencję w obronie praw jednostki - nawet gdy prawa te są gwałcone w drastyczny sposób. Dziś coraz wyraźniej widzimy, że w przeciwieństwie do lat 90. nie mamy do czynienia z rozwojem światowych demokracji, lecz wprost przeciwnie - ze stagnacją wolności. Chiny nie są co prawda jedyną przyczyną tego stanu rzeczy (Bush podważył wszelką prawomocność promowania demokracji za sprawą wojny w Iraku, a Putin też zrobił swoje), ale w ogromnym stopniu się do tego przyczyniły. Kontrast między ich sukcesem a Rosją czasów Jelcyna przyczynił się do rozpowszechnienia przekonania, że reformy gospodarcze muszą poprzedzać reformy polityczne. Ten mit założycielski stał się gigantyczną przeszkodą dla państw promujących demokrację. Co gorsza, Chiny pokazały, że nie ma związku między wzrostem gospodarczym a demokracją. One same są dziś największym aktywnym promotorem autokracji. Dyktatorzy, aby dostać pomoc gospodarczą od Zachodu, musieli obiecywać poprawę, respektowanie praw człowieka. Dziś mają inną możliwość - wystarczy poprosić Pekin. Ale to nie są jedynie pieniądze. Chiny oferują także wsparcie polityczne w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, szkolenia w zakresie tłumienia opozycji czy dostawy sprzętu do szpiegowania ludności. Nawiasem mówiąc, ONZ staje się w coraz większym stopniu narzędziem promowania chińskiej wizji świata na tle malejącego wpływu USA. W ciągu ostatnich dziesięciu lat w głosowaniach dotyczących praw człowieka liczba amerykańskich zwycięstw spadła z 50 procent do niecałych 25, podczas gdy Chiny podwoiły swój wynik: z 40 do ponad 80 procent wygranych...

Dziś cały Zachód obawia się dalszego wzrostu potęgi Chin - choćby dlatego, że zaczynamy odczuwać ekonomiczne efekty tej wielkiej zmiany. Boimy się spadku płac

w niektórych sektorach gospodarki związanego z chińską konkurencją albo szybkiego wzrostu cen związanego z tym, że Chiny konsumują nie tylko mnóstwo surowców energetycznych, ale także mleka, mięsa itd. Ten strach Zachodu ma swoje lustrzane odbicie w Pekinie - tam obawiają się konsekwencji schyłku Zachodu...Chiny budują swój własny model międzynarodowego ładu

Przez lata władze Państwa Środka uznawały, że najskuteczniejszą metodą modernizacji kraju jest zastosowanie zachodnich recept ekonomicznych - zauważa Leonard. Kopiowały więc liberalne rozwiązania i nie sprzeciwiały się dominacji Ameryki. Ale ta epoka należy już do przeszłości. Dziś Chińczycy zaczynają budować zręby międzynarodowego ładu, który wciela w życie ich własne reguły gry. "Chińczycy chcą na dłuższą metę zbudować światowy porządek na wzór i podobieństwo Chin. Chcą świata, gdzie rządy narodowe są panami swego własnego przeznaczenia i są całkowicie niezależne od kaprysów światowego kapitału czy polityki zagranicznej prowadzonej przez USA. Nie chcą, by Chiny zostały spłaszczone przez globalizację. Chcą tak zmienić reguły światowego współzawodnictwa, aby stały się one odzwierciedleniem chińskiej siły".

Mark Leonard, brytyjski analityk i teoretyk spraw zagranicznych. Był specjalistą ds. stosunków międzynarodowych Centre for European Reform, kierował również Foreign Policy Centre, think tankiem założonym z inicjatywy premiera Tony'ego Blaira i sekretarza Robina Cooka. Obecnie jest dyrektorem wykonawczym ogólnoeuropejskiego think tanku European Council on Foreign Relations. W 2005 roku opublikował głośną książkę "Why Europe Will Run the 21st Century". Argumentował w niej, że Unia Europejska stworzyła model organizacji politycznej, który w XXI wieku będzie wzorem dla państw na całym świecie. Ostatnio w "Europie" nr 207 z 22 marca opublikowaliśmy jego tekst "O czym myślą Chiny".


www.dziennik.pl/dziennik/europa/article187727/N...
Komentarze (0)
Producenci elektroniki z Hongkongu w Warszawie 19.06.08
 Oceń wpis
   
Misja Producentów Elektroniki z Hongkongu
Moskwa-Warszawa, 15-21.06.2008

Rada Rozwoju Handlu Hongkongu (HKTDC) zaprasza na spotkanie z grupa producentów elektroniki użytkowej i urządzeń elektrycznych z Hongkongu, które odbędzie się 19.06.2008 (czwartek) o godzinie 12:00 w hotelu Holiday Inn w Warszawie (ul. Zlota 48/54, sala Scherzo).

Celem spotkania jest nawiązanie kontaktów handlowych i kooperacyjnych oraz analiza możliwości współpracy.

Wśród uczestników misji są firmy, które produkują m.in. dla takich marek jak SANYO czy Walmart. W ofercie gości z Dalekiego Wschodu znajduje się sprzęt audio-video oraz urządzenia elektroniczne i elektryczne. Poza finalnymi produktami firmy oferują również komponenty elektroniczne i elektryczne.

Firmy zainteresowane udziałem w spotkaniu proszone są o kontakt z p. Piotrem Sierakiem email: tel. 022 830 05 52, email: piotr.sierak@tdc.org.hk.
Każda z firm z Hongkongu będzie miała do dyspozycji tłumacza polsko-angielskiego. Udział w spotkaniu jest bezpłatny.

Piotr Sierak
Hong Kong Trade Development Council, Warsaw Consultant Office
ul. Chałubinskiego 8 lok. 3369, 00-613 Warszawa
Tel: (+48) 22 830 0552, Faks: (+48) 22 830 0711
E-mail: piotr.sierak@tdc.org.hk

Forum Chiny BiznesAzja.pl na Goldenline.pl
Komentarze (0)
Spotkanie z delegacją przedsiębiorców z Malezji - KIG
 Oceń wpis
   

Spotkanie z firmami z Malezji


Zapraszamy na spotkanie z delegacją przedsiębiorców z Malezji, które odbędzie się w dniu 10 czerwca br. o godz. 9.45 w siedzibie Krajowej Izby Gospodarczej, przy ul. Trębackiej 4 w Warszawie.
Do udziału w spotkaniu zapraszamy polskie firmy zainteresowane nawiązaniem kontaktów handlowych z producentami:
- mebli,
- oświetlenia sygnalizacyjnego lotnisk,
- sprzętu i urządzeń przeciwpożarowych
- oleju palmowego.

Po części oficjalnej przewidziany jest lunch wydany przez stronę malezyjską a następnie indywidualne spotkania biznesowe z członkami delegacji .

Udział w w/w spotkaniu jest bezpłatny. Zapewniamy obsługę tłumaczy.

  • Ramowy program spotkania
  • Lista firm malezyjskich

Firmy zainteresowane udziałem w spotkaniu prosimy o przesłanie potwierdzenia przyjęcia naszego zaproszenia w celu ustalenia dogodnego dla Państwa terminu spotkań z wybranymi partnerami malezyjskimi. Potwierdzenie uczestnictwa prosimy zgłaszać do dnia 9 czerwca br .

Kontakt
Katarzyna Kaniewska
Biuro Współpracy z Zagranicą

tel: + 48 22 630 97 07
fax: + 48 22 828 41 99
e-mail:

http://www.kig.pl/index.php/spotkanie-z-firmami-z-malezji
Komentarze (0)